Miałam dość codziennego wytykania mi tego, że nie wyglądam jak ona.
13 lat. Znalazłam wczoraj mały karteluszek.
"Moja laleczka jest chuda. Ja też muszę."
I chudłam. Intensywnie ćwiczyłam dążąc za moją lalką. Wreszcie wyglądam w małym stopniu jak ona.
Miesiąc później.
"Moja laleczka jest blada. Ja już jestem. II stopień piękna."
Czytając tą karteczkę polały się łzy.
Konam.
Byłam już chuda i blada.
"Moja laleczka jest zmęczona. Ja też muszę."
I wycieńczałam swój organizm. W wieku 14 lat trafiłam na oddział. Byłam przypięta do pieprzonego ustrojstwa. Moja twarz była wrakiem. Jestem zmęczona.
I tak mijały dni, miesiące. Byłam świadoma, że jeszcze czegoś mi brakuje.
14,5 lat.
"Moja laleczka ma blizny. Ja też muszę."
I od tego się zaczęło. Pierwsza rana.
Na początku bałam się. Później robiłam to bez hamulców.
Nikt nie reagował. Ani rodzina ani rodzice.
Tłumaczyłam. "To kot". Wierzyli.
Najdziwniejsze było to, że mama też wierzyła.
Przecież nie mamy kota.
Z dnia na dzień byłam coraz bardziej podobna do mojej lalki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz